Góry zawsze były i są do dzisiaj synonimem zielarskiej jakości. Latem na karkonoskich łąkach można znaleźć bardzo wiele gatunków roślin - na słonecznych górskich stokach i w cienistych wąwozach rosną zioła, mchy i jagody, których kłącza, liście i owoce, były zbierane przez zielarzy.

Co zrozumiałe, laboranci ukrywali przed intruzami miejsca swoich poszukiwań i tajniki produkcji karkonoskich medykamentów. Lecznicze nalewki były wytwarzane według ściśle tajnych, sprawdzonych receptur, które były przekazywane z ojca na syna. Tak samo jest z Likierem Karkonoskim - jest, jaki jest i nie pytaj o składniki. Jedno jest pewne - nie ma w nim sztucznych domieszek ani konserwantów. Likier Karkonoski ma moc 40° i dojrzewa w dębowych beczkach aż do uzyskania niepowtarzalnego aromatu.

Zakonnicy mieli spory wkład w rozwój zielarstwa. W 1281 r. książę lwówecki Bernard podarował zakonowi joannitów ze Strzegomia cieplickie źródła i okolicę. Joannici to zakon opiekujący się chorymi, prowadzący szpitale - w pobliżu wznieśli oni w 1288 r. gościniec dla chorych. Leczyli. Po ich odejściu dobra przejęli Schaffgotschowie, którzy w 1403 r. oddali jedno z dwóch znanych w owym czasie źródeł cystersom sprowadzonym tu z Krzeszowa. Od tej pory zarówno Schaffgotschowie jak i zakonnicy prowadzili tu działalność leczniczą. W 1510 r. została opracowana przez włoskiego mnicha przebywającego w klasztorze Benedyktynów w Normandii pierwotna receptura benedyktynki. W 1569 r. medyk Caspar Hoffmann zbadał i opisał cieplickie wody termalne. Po nim, w 1607 r., uczynił to pochodzący z Gryfowa Caspar Schwenkfeldt, wybitny przyrodnik, lekarz miejski z Jeleniej Góry, wykształcony w Bazylei, gdzie studiował Paracelsus. Powróciwszy w Sudety, rozpoczął badania minerałów i szaty roślinnej Karkonoszy, pozostawiając bezcenne opisy. Zawodowe zbieractwo ziół w Karkonoszach miało swoje początki już w XVI wieku.